Gibraltar – planeta małp

Gibraltar, taki symboliczny koniec Europy, z którego widać Afrykę, był na naszej mapie celów podróży od kilku lat. Podczas majowej wyprawy do Barcelony podjęliśmy decyzję, że odwiedzimy Andaluzję a stamtąd to już tylko rzut beretem do Gibraltaru. Na nocleg zatrzymaliśmy się przed samą granicą gibraltarsko – hiszpańską, w nieco obskurnej miejscowości o wdzięcznej nazwie La Línea de la Concepción by rano ruszyć na podbój kontynentalnego fragmentu UK.

La Linea to dobre miejsce by za w miarę niewielkie pieniądze przenocować „w Gibraltarze”. Problemem okazał się tylko parking – trzeba było mocno nagimnastykować się by znaleźć wolne miejsce. Ostatecznie po pięciu okrążeniach, udało się zaparkować na niebieskiej „kopercie” w sąsiedniej uliczce, a że akurat był weekend – za darmo. Obdrapane kamienice sprawiały dosyć przygnębiający obraz, sam hostel też pozostawiał wiele do życzenia. Urocze, jak się później okazało było nocne  życie, tak typowe dla Hiszpanii. Wymarłe popołudniowe ulice wieczorem nagle zamieniły się na tętniące od gwaru i knajpek klimatyczne miejsce. Po krótkim spacerze wróciliśmy do hostelu – rano mieliśmy przecież zdobywać Gibraltar!.

Gibraltar
Skwer przy głównej ulicy z charakterystyczną skrzynka pocztową
Main Street – główna ulica handlowa – Duty Free
widok na Gibraltar rock po przekroczeniu granicy hiszpańsko – brytyjskiej

Spacerkiem przemierzyliśmy kilkaset metrów dzielące nas od granicy z UK. Przejście z kontrolą paszportową i jesteśmy po drugiej stronie. Tu jednak szlaban i kolejka – pas startowy zamykany na czas startu i lądowania oddziela półwysep od kontynentu. Kolejnym szokiem są ceny paliwa – 0,8 euro/l ON powoduje kolejki samochodów na hiszpańskich tablicach. Przy granicy znajduje się też jedyny, jak się okazało supermarket o intrygującej nazwie „EROSKI”. Jeśli chcemy zrobić zakupy prowiantu warto zrobić to właśnie tu. Dalej wita nas tablica i napisy w języku angielskim, że to już Gibraltar. Na potwierdzenie, że jesteśmy w UK stoi czerwona budka telefoniczna. Aby dostać się do centrum, przechodzimy przez tunel i starą bramę fortecy. Starówka to właściwie jedna ulica handlowa Main Street ze strefą Duty Free z licznymi sklepami z elektroniką i alkoholem – nieco taniej niż w Europie.

widok jaki spotkał nas po wyjściu z wagonika kolejki
Makak – sesji fotograficznej c.d.
Widok ze szczytu Gibraltar Rock
Statki oczekujące na wejście do portu
Makak z paczką czipsów – widok zupełnie codzienny na Gibraltar Rock
Chyba jakiś ważny członek małpiej społeczności – patrząc po samej minie.
Kolejny makak z zadumaną miną
Młoda małpka, która czekała na nadjeżdżające busy z turystami
Gibraltar Nature Reserve

Cable Car – kolejka linowa na szczyt Gibraltar Rock

Przejście przez pas startowy – jedyna droga prowadząca do Gibraltaru
Pas startowy
Bateria dział broniących wejścia do portu z początku XX w.

Głównym celem była oczywiście rezerwat Gibraltar Rock z największa atrakcją – stadem makaków (mogotów gibraltarskich), które rozpanoszyły się właśnie w tym miejscu. Wielokrotnie widzieliśmy na filmach małpy kradnące torebki, zaczepiające ludzi, wyrywające plecaki – chcieliśmy sprawdzić to sami. Na górę możemy dostać się na kilka sposobów – po drodze na pewno natkniecie się na naganiaczy proponujących wjazd busem, można też wejść pieszo. My zdecydowaliśmy się wyjechać kolejką linową Cable Car,  z której roztaczają się wspaniałe widoki na zatokę, Cieśninę Gibraltarską a przy dobrej pogodzie, brzeg Afryki. cena biletu to £12.50 dla dorosłego na górę a £14.50 w obie strony, dzieci płaca w obie strony £6. Można też kupić bilet łączony ze zwiedzaniem groty st. Michael, tuneli oraz  dział z poczatku XXw.

Większość zwiedzających przyjeżdża jednak by pogapić się na małpy, które latają tu zupełnie luzem. Już przy górnej stacji kolejki na barierce siedziała jedna na która rzucił się tłum wysiadający z wagonika. Mimo, że zwierzęta te wyglądają na łagodne, wszędzie wiszą ostrzeżenia że mogą być agresywne. Biorąc pod uwagę fakt, że większe małpy ważą pewnie tyle co spory pies perspektywa,że któraś z nich wskoczy nam na głowę powodowała lekkie uczucie niepewności. Standardowym też widokiem jest małpa siedząca na drzewie lub murku z paczką czipsów czy batonikiem zwędzonym turystom.

Sama „Skała Gibraltarska” w naszym odczuciu wymagałaby lekkiego remontu, jednak wspaniałe widoki rekompensują wszystko.  Na szczycie znajduje się restauracja, jednak ceny w całym Gibraltarze są wyższe niż w Hiszpanii, warto zaopatrzyć się w prowiant przy granicy. Dobrym pomysłem jest pieszy powrót do miasta – zajmuje ok 1 godziny a po drodze można podziwiać wspaniałe port oraz obserwować  makaki a także zwiedzić kilka z wielu baterii dział obronnych.  Ciekawostką są znaki z ostrzeżeniem przed wężami ustawione wzdłuż trasy.

Gibraltar w obiektywie - więcej zdjęć

2 myśli na temat “Gibraltar – planeta małp

Dodaj komentarz