PELOPONEZ, JAK DOJECHAĆ, WRÓCIĆ I NIE ZBANKRUTOWAĆ cz I

Grecja i Peloponez z obietnicą antycznego świata, niezwykłej przyrody oraz lazurowego morza i bajkowych zatoczek kusiły nas od wielu lat. Dodatkowo po drodze rumuńskie Karpaty ale także bułgarski interior, których to część atrakcji zakosztowaliśmy rok wcześniej. Wszystko  jest wystarczającym powodem by wybrać się na Bałkany.

Jak zwykle podróż podzieliliśmy na etapy zaznaczając na mapie punkty z atrakcjami w pobliżu trasy. Głównym celem w tym roku był  Peloponez i dotarcie do najbardziej wysuniętego na południe punktu Grecji kontynentalnej – Półwyspu Mani. Jak głosi starożytna legenda to właśnie tu (podobno) znajduje się wejście do Hadesu. Wybraliśmy drogę, którą częściowo przejechaliśmy rok wcześniej przez Słowację, Węgry, Rumunię i Bułgarię. Chcieliśmy jeszcze raz przejechać Karpaty Transalpiną i zobaczyć południowo – zachodnią cześć Bułgarii.

Część I


Przejazd przez Rumunię


Chcąc, jak najszybciej dostać się do Rumunii a potem Bułgarii, pendikiem przecięliśmy Słowację i Węgry. Na pierwszy nocleg zatrzymaliśmy się dopiero w ciekawym pod względem przyrodniczym a często pomijanym regionie – Górach Zachodnio Rumuńskich. Liczne strumienie i wodospady a także jaskinie i mnóstwo  tras pieszych sprawiają, że warto byłoby zostać tu kilka dni. Nas gonił jednak czas – za dwa dni musimy być w Sofii by odebrać z lotniska „Władka”, czwartego członka załogi, z którym dalej tniemy już spokojnie na południe.

Satoraljaujhely – kultowa miejscowość na Węgrzech, w której toczy się akcja CK Dezerterzy.
Rumunia
Rzeczywistość rumuńskich dróg

Mimo, że zakładane przez nas odcinki trasy nie były długie, poprawkę trzeba wziąć na stan lokalnych dróg oraz dziwne czasami zachowania ich dziwnych użytkowników … koń, Dacia, krowa, krowa … dzieci, Dacia etc. Biorąc pod uwagę wszystkie niedogodności nie mogliśmy zrezygnować z przejazdu jedną ze wspanialszych górskich dróg – DC67c – słynną Transalpiną. Nieznacznie opóźniło to nasz „marsz” na Sofię,  jednak przyjemność jazdy górskimi serpentynami rekompensuje wszystko. Przeznaczyliśmy na to ponad pół dnia i w efekcie na kolejny nocleg zatrzymaliśmy się w nieszczególnie urodziwej miejscowości Craiova, niedaleko granicy Bułgarskiej. Jadąc na południe przez Rumunię, warto nadłożyć nieco drogi i rozważyć przejazd  Transalpiną lub jej słynniejszą siostrą – Transfogarasan. Wrażenia pozostaną w pamięci na długo!

Transalpina
Transalpina
Transalpina
Transalpina, kilka lat temu położono nowiutką nawierzchnię, więc jazda jest samą przyjemnością

Granica rumuńsko – bułgarska


Granicę rumuńsko – bułgarską na Dunaju można przekroczyć tylko w kilku punktach – niestety płatnych (od kilku do kilkunastu € za auto). Jedyną możliwością bez mostów i opłat jest nadmorskie przejście  Durankulag /Vama Veche . Zdecydowaliśmy, że tym razem skorzystamy z promu Vama Bechet/ Orjachovo. Okazało się to dużym błędem ze względu na kilkugodzinne oczekiwanie na prom ale także opłaty po stronie rumuńskiej i bułgarskiej. Można się tu poczuć jak w głębokim PRL-u. Prom odpływa dwa albo trzy razy w ciągu dnia jednak godziny są umowne. Co kawałek budka i opłata za prom, za przejazd, za wjazd, za przekroczenie granicy…. Następnie po bułgarskiej stronie kontrola bagażnika oraz poszukiwanie mięsa i wędlin 😉 ze względu na choroby świń w UE. Kolejny krok to przejazd przez basen dezynfekcyjny i ostatnia budka – kontrola dokumentów samochodu i ubezpieczenia. Obecnie jeżdżąc po Europie można zapomnieć, że jeszcze kilkanaście lat temu tak wyglądały granice.

Przeprawa promowa Vama Bechet/ Orjachovo

 


Bułgaria


Podczas poprzedniej wyprawy na Bałkany udało nam się zobaczyć wiele ciekawych miejsc w Rumunii i Bułgarii dlatego teraz kierowaliśmy się bezpośrednio w stronę Sofii. Po wizycie na lotnisku i już w pełnym składzie ruszyliśmy dalej – do Borowetsa w Parku Narodowym Riły, gdzie zaplanowany mieliśmy nocleg. Jest to narciarski kurort, porównywalny do naszego Zakopanego. Kolejka linowa pozwala dostać się na  2369 m n.p.m. skąd można zrobić trekking do Jezior Rilskich lub na najwyższy szczyt Musalę 2925 m n.p.m. Jest tu nieźle zorganizowany ośrodek narciarski z wyciągami i licznymi trasami o rożnym stopniu zaawansowania. Latem w Borowetsu można wypożyczyć rowery (my się skusiliśmy) i spróbować swoich sił w downhillu…

Park Narodowy Riły, widok spod schroniska Musala Hut na polodowcowe jeziora.
Park Narodowy Riły, widok spod schroniska Musala Hut na polodowcowe jeziora.
Borovets Gondola - top station
Park Narodowy Riły, okolice  górnej stacji kolejki Borovets Gondola.

Żyjemy! młodzież bez szwanku, starszyzna troszkę gorzej. Późnym popołudniem zbieramy się i jedziemy dalej na południe do Melnika, słynnego również w Polsce regionu winnego. Malownicze miasteczko z tradycyjną bułgarską architekturą ma do zaoferowania dobrą bazę noclegową, świetną regionalna kuchnię i wspaniałe lokalne wina. Wszystko w naprawdę przyzwoitych cenach. Zarządziliśmy święto państwowe i jeden dzień oddechu żeby wykurować się po górskich wybrykach. Korzystając z okazji i poddając sie artystycznej atmosferze miasteczka, zorganizowaliśmy plener rysunkowy.

Melnik
Melnik i charakterystyczne bułgarskie domy
Melnik
Okolice Melnika, regionu słynnego nie tylko w Bułgarii

Grecja


Z Melnika do greckiej granicy jest kilkanaście kilometrów i właśnie dociągnięta została autostrada A1 do samego przejścia Kulata/ Promachona Dla osobówek jest oddzielny pas i przekroczenie bez większych problemów trwało kilka minut. Skierowaliśmy się w stronę Meteorów, o których przecudnej urodzie nasłuchaliśmy się wiele. Rzeczywistość okazała się jeszcze wspanialsza. Gdy dotarliśmy w okolice wiszących klasztorów nastała „złota ‚godzina” i oczywiście ogarnęła nas gorączka fotograficzna. Sama droga od granicy przez góry z widokiem na masyw Olimpu jest niezwykle malownicza, Klasztory jednak zdecydowanie zasługują na miano Cudu Świata i nie bez powodu wpisano je na listę UNESCO. Ze względu na godzinę nie było możliwości zwiedzania samych klasztorów, jednak chyba największa atrakcją jest oglądanie ich z perspektywy. W okolicy na szczęście jest sporo miejsc ze świetnym widokiem i zatoczkami do parkowania.

Wiszące klasztory
Wiszące klasztory

W okolicy Meteorów istnieje całkiem przyzwoita baza noclegowa i bez problemu znaleźliśmy sympatyczny hotelik. Rano wyruszyliśmy dalej w stronę Peloponezu, na poszukiwanie tej prawdziwie antycznej Grecji.


Peloponez


By dostać się półwysep, który tak naprawdę jest teraz wyspą, trzeba pokonać Zatokę Koryncką lub przejechać nad Kanałem Korynckim. W okolicach Pargi znajduje się imponujący, prawie 3 kilometrowy Most Rio-Andirio. Sama przejażdżka stanowi sporą atrakcję widokową. Za przejazd niestety pobierana jest opłata 13€/ samochód osobowy..

Most Rio-Andirio
Most Rio-Andirio nad Zatoką Koryncką łączący Peloponez z kontynentem.

Sam Peloponez to serce antycznego świata. W zasadzie znakomita większość znanych lub mniej znanych miejsc starożytnej Grecji znajduje się właśnie tu. My naszą trasę dopasowaliśmy do wybranych wcześniej atrakcji. Dodatkowo jechaliśmy wzdłuż wybrzeża, co dawało szansę ochłodzenia się w morzu. By dotrzeć do wspaniałych piaszczystych plaż wystarczy nieco zjechać z dogi lub niemalże zatrzymać się na dzikim parkingu przy niej.

Olimpia

Pierwszy kontakt z prawdziwym antykiem nawiązaliśmy w Olimpii, wpisanej na listę UNESCO. Jak wskazuje nazwa, jest to miejsca gdzie od 776 roku p.n.e. odbywały się pierwsze olimpiady, oraz gdzie dawni sportowcy ćwiczyli przed zawodami. Jak podają źródła historyczne, biegacze nie okrążali stadionu jak dzisiaj, a biegali wzdłuż tam i z powrotem ?! Zwiedzanie stanowiska archeologicznego w ogromnym upale (środek sierpnia) jest nieco uciążliwe co dopiero ćwiczenia fizyczne i zawody, dlatego myślami byliśmy nad brzegiem morza.

Olimpia
Olimpia, pierwszy na świecie stadion olimpijski
Olimpia
Palaestra w Olimpii

Wodospady Neda (Καταρράκτες Νέδα) i Megalopolis (Μεγαλόπολη)

Peloponez to nie tylko zabytki ale tez wspaniałe dzieła przyrody. Niespełna 80 km na południe od Olimpii znajdują się niezwykłe wodospady Neda (Neda Waterfalls, Καταρράκτες Νέδα). Warto nieco odbić od głównej drogi by spędzić kilka godzin wśród dzikiej, egzotycznej roślinności i błękitne zie. Dojazd niestety jest nieco utrudniony – ostatnie kilkanaście km trzeba pokonać kamienisto – szutrową, krętą drogą. Trud jednak się opłaca, bo na miejscu można poczuć się niemalże jak na Hawajach (tak sobie myślimy, że wyglądają Hawaje).

Neda Waterfalls
Wodospady Neda

Ze względu na późną godzinę, po obejrzeniu wodospadów musieliśmy rozejrzeć się za noclegiem. 50 km dalej, znajduje się antyczne miasta Megalopolis, założone w 369 r p.n.e.  Obecniejest to  ośrodek przemysłowy z kopalnią odkrywkowa węgla brunatnego i wielka elektrownią. booking podpowiedział nam nieopodal ciekawe miejsce, wioskę Isaris . Hotel Sephora Arkadia w starym, kamiennym budynku z pięknym widokiem na dolinę był dobrym wyborem.   Rano ruszyliśmy dalej na południe krętymi, górskimi drogami zahaczając o ciekawsze zabytki.

Megalopolis
Widok z hotelowego okna na Megalopolis
Agia Theodora Vasta
Agia Theodora Vasta, stary kościółek w okolicy Megalopolis

Kalamata i Półwysep Mani

Półwysep Mani, o którego urodzie naczytaliśmy się sporo i obraliśmy jako cel naszej wyprawy, zaczyna się na południe od miasta Kalamata. Ta z kolei słynie z najlepszych na świecie oliwek. Samo miasteczko z niewielkim portem specjalnie nas nie urzekło. po wypiciu kawki, zakupie oliwek i owoców ruszyliśmy dalej. Objazd półwyspu i innych znakomitych atrakcji, zostawiliśmy na kolejne dni. Teraz zmierzaliśmy przez góry na wschodnią stroną półwyspu w okolice malowniczej miejscowości Githio (Γύθειο)  Mieliśmy upatrzony camping nad samym brzegiem morza gdzie rozbiliśmy obóz na kilka dni.

Półwysep Mani
Półwysep Mani kilkanaście km do Kalamaty
Droga przez góry na wschodni brzeg półwyspu Mani
Mani
Malownicze średniowieczne miasteczka na półwyspie Mani
Gythion
Githio, miasteczko na czubku Peloponezu, gdzie zatrzymaliśmy się na kilka dni

PRAKTYCZNIE


Najlepszy kalkulator odległości i opłat: www.viamichelin.pl

Winiety elektroniczne, które lepiej kupić przed wyjazdem w internecie (samochód do 3,5 tony):

Słowacja (e-znamka): 10 euro (za 10 dni) lub 14 euro (za miesiąc);

Węgry (e-matricia): 2 975 HUF za 10 dni lub 4 780HUF za miesiąc

Rumunia (Rovinieta): 7 dni/ 3€ lub miesięczna 7€; tu nie ma problemu bo w okienku na granicy jest budka z winietami ostatecznie kupimy ja na stacji benzynowej

Bułgaria (Vinietka)  7 dni/8€ lub miesięczna 15€; zdecydowanie lepiej kopić elektronicznie przed wyjazdem, mieliśmy problem z zakupem po przekroczeniu granicy promem… najbliższa czynna stacja benzynowa z terminalem 40 km od granicy, a nie wolno poruszać się bez winiety 😉

w Grecji płaci się na bramkach, my jednak wybieraliśmy drogi lokalne by zwiedzić i zobaczyć jak najwięcej

Paliwo – ceny wszędzie zbliżone do polskich. Wyjątkiem jest Grecja gdzie 1l ON kosztuje 1,4€ natomiast Pb95 od 1,6 – 1,8! W Bułgarii warto zatankować pod korek i w co tylko mamy pod ręką 😉

Żywnosć – Rumunia i Bułgaria zdecydowanie taniej, Grecja nieco drożej niż u Nas ale tragedii nie ma.

 

 

Jedna myśl na temat “PELOPONEZ, JAK DOJECHAĆ, WRÓCIĆ I NIE ZBANKRUTOWAĆ cz I

Dodaj komentarz