Samochodem do Włoch jak dojechać, wrócić i nie zbankrutować

Włochy południowe – jak dojechać samochodem na półwysep Gargano, odwiedzić  Neapol, wrócić i nie zbankrutować

Włochy to bardzo dłuuugi kraj. Północ jest bardzo europejska i uporządkowana. Jadąc na południe po zwiedzeniu wspaniałej Wenecji, Padwy, Florencji czy Sieny, gdy dojedziemy do Kalabrii czy Apulii możemy odnieść wrażenie, że to zupełnie inny świat. Zmieniają się nie tylko krajobrazy i miasta, ale także ludzie i ich zachowana w przestrzeni publicznej. Im dalej na południe tym mniejsza dbałość o porządek,  jednak ludzie wydają się bardziej serdeczni i pomocni. Wielką nagrodą na południu Włoszech są unikatowe krajobrazy oraz wspaniałe lazurowe morze z licznymi rajskimi zatoczkami czy długimi piaszczystymi plażami.

Wyjeżdżając z Polski w długą, jakby nie patrzeć, podróż, mieliśmy obawy o corona restrykcje, obostrzenia, wzmożone kontrole  i gigantyczne korki na granicach. Uzbrojeni w Green Pass oraz informacje ze strony MSZ w stosownych aplikacjach ruszyliśmy na podbój pandemicznej Europy. Konieczna była tez rejestracja na stronie EUDPLF. Wbrew oczekiwaniom granice były otwarte jak przed całą zawieruchą a na przejściach nie widzieliśmy żywego ducha. Pierwszy raz ktoś coś od nas chciał gdy w już w Toskanii chcieliśmy wejść do muzeum Abbey of San Galgano.  Podobnie rzecz miała się przy wejściu do obiektów muzealnych w całych Włoszech. Trzeba wylegitymować się zaświadczeniem o szczepieniu lub aktualnym, negatywnym testem na COVID-19.

Droga do Włoch

Trasa na południe Włoch jest nam już bardzo dobrze znana, jak każdy, jechaliśmy w tym kierunku 500 razy. Zjeżdżając jednak z autostrady za każdym razem można odkryć ją na nowo. Polsko – czeską granice przekroczyliśmy bez problemu w Cieszynie. Kierując się na Brno i Austrię. Przed samą granicą zatrzymaliśmy się na obiad w Mikulovie. To piękne miasteczko z zamkiem na szczycie często jest pomijane gdy jedzie się na południe Europy. Warto zatrzymać się choć na chwilę i przespacerować uliczkami starego miasta. przez zupełny przypadek trafiliśmy do fajnej knajpki Starý Špitál U Piaristů. Po zjedzeniu porcji knedlików i svíčkovej na smetaně, to zestaw obowiązkowy w Czechach! Po takiej wyżerce aż chce się jechać dalej.

Na pierwszy nocleg wybraliśmy Wiedeń. Późnopopołudniowy spacer uliczkami Starego Miasta potraktowaliśmy jako początek naszej europejskiej corona-wyprawy. Jednym z naszych ulubionych miejsc jest Dzielnica Muzealna z Muzeum Sztuki Nowoczesnej MUMOK. To miejsce gdzie można nieco odsapnąć od barokowego przepychu Starego Miasta.

Dzielnica muzealna
Dzielnica Muzealna we Wiedniu. Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Przez Austrię przemknęliśmy kolejnego dnia zatrzymując się jedynie na krótkie odpoczynki z parzeniem kawy oraz tankowanie do pełna w okolicach Villach, by do Włoch wjechać z pełnym bakiem. W słonecznej Italii paliwo w tym roku  kosztowało między 1,6 – prawie 2 euro za litr ON. Oczywiście jak zawsze najdrożej jest na stacjach przy autostradzie, dlatego warto zjechać parę kilometrów z trasy i zatankować o 20% taniej.

Padwa

Kolejnym punktem naszej podróży była Padwa. Jadąc w tym kierunku lubimy zatrzymać się właśnie tam. Jest to też dobry punkt wypadowy by zwiedzić Wenecję. Tym razem popołudnie spędziliśmy na starówce wstępując do Bazyliki Św. Antoniego. W pamięci mieliśmy plac wejściowy oraz bazylikę pełne turystów, który o dziwo świecił pustkami. Podobnie wrażenie pustki odnieśliśmy w innych zatłoczonych zawsze miejscach Włoch. Jest to chyba jedyny pozytywny uboczny skutek pandemii.

TOSKANIA

Przez ten region przejeżdżaliśmy wielokrotnie, tym razem jednak postanowiliśmy spenetrować go dokładniej i spędzić tu kilka dni. Zjeżdżając z głównych dróg natrafiliśmy na powszechnie występujące tu „pocztówkowe” krajobrazy, które u średnio wrażliwych osób wywołują potrzebę nieustannego zatrzymywania się i robienia zdjęć. Z tego powodu planując przejazd przez Crete Sensi czy region Chianti musieliśmy przyjąć poprawkę na sesje fotograficzne. Na zwiedzanie Toskanii przeznaczyliśmy dwa dni oraz noclegi pod Florencją i Chianciano Terme.

Florencja

Sercem Toskanii jest oczywiście Florencja. Tu znowu czekało nas zaskoczenie. Centrum miasta, plac wokół Katedry Santa Maria del Fiore i brak wszechobecnych wcześniej tłumów! Miejsce to odwiedzaliśmy wielokrotnie i zdecydowanie kojarzyło się z niemiłosiernym tłokiem. W miłej atmosferze spędziliśmy popołudnie spacerując uliczkami starej Florencji upajając się nowym, lepszym standardem zwiedzania.

Katedra Santa Maria del Fiore
Katedra Santa Maria del Fiore
Ponte Vecchio - słynny Most Złotników
Ponte Vecchio – słynny Most Złotników

Siena

W Sienie na  Piazza del Campo, podobnie jak Piazza del Duomo we Florencji,  pustki. Znowu zdziwienie, gdyż Siena kojarzyła się nam raczej z dzikimi tłumami niż pustym placem.

Prawdziwie toskańskich klimatów doświadczyliśmy na bocznych drogach słynącego z wyśmienitego wina regionu Chianti podążając z Florencji w stronę Sieny drogą SR 222. Apogeum fotograficznym był jednak region Crete Sensi, który mijaliśmy o złotej godzinie. Z naszego doświadczenia stwierdzamy, że warto przejechać te same trasy o różnych porach, gdyż widoki zmieniają się w zależności od oświetlenia. Najciekawsze trasy naszym zdaniem to droga  SP 438 ze Taverne d’arbia do Asciano oraz SP 143 na północ od San Quirico d’Orcia gdzie kręcono sceny do „Gladiatora” Ridleya Scott’a.

Dom gladiatora z filmu Ridleya Scott'a
Dom gladiatora z filmu Ridleya Scott’a
Gdzieś w Toskanii
Abbey San Galgano
Spektakularne ruiny gotyckiego opactwa w San Galgano

Viterbo

Opuszczając Toskanię skierowaliśmy się na południe w stronę Lacjum i Rzymu. na nocleg zatrzymaliśmy się w miejscowości Sutri. W Viterbo oddalonym o kilkanaście kilometrów znajduje się  renesansowa Villa Lante ze wspaniałym geometrycznym ogrodem i kaskadami, wpisana na listę UNESCO.

Villa Lante w Viterbo to perełka włoskiego renesansu

Jadąc dalej na południe, ominęliśmy Rzym a nocleg zaplanowaliśmy w miejscowości Aprilia. Po drodze do hotelu (jak się okazało najgorszego chyba noclegu w naszej podróżniczej karierze) zatrzymaliśmy się na szybką kąpiel w wodach Morza Tyrreńskiego.

Rano ruszyliśmy dalej w stronę Neapolu i Sorrento na półwyspie Amalfi. Tu zaplanowany mieliśmy kilkudniowy pobyt nad morzem na campingu. Niestety, jako że sezon w pełni, nie było wolnych miejsc po południowej stronie półwyspu w Villaggio Camping Nettuno, gdzie chcieliśmy się zatrzymać. Bez problemu jednak rozbiliśmy się w okolicy Sorrento na Village Camping Campogaio Santafortunata. Plaża na campigu była byle jaka, jednak odkryliśmy, że w pobliżu znajduje się „rajska zatoczka” Bagni Regina Giovanna. Urocze,  dzikie kąpielisko w niewielkiej zatoczce, połączonej z otwartym morzem łukowatym oknem. Dodatkowego smaku dodaje fakt, że wokół znajdują się ruiny starożytnej, rzymskiej willi z widokiem na wybrzeże.

Bagni Regina Giovanna – ruiny rzymskiej willi nad rajską zatoczką

NEAPOL

Czy powinno się zaraz po zobaczeniu Neapolu umrzeć, jak powiedział Goethe, to nie wiemy. Sam Neapol jako stolica regionu Kampania nieco nas rozczarował. Wszechwalające się góry śmieci oraz bród, gdy tylko zejdzie się z głównych ulic, mocno zaskakują. Na uwagę zasługują leżące nieopodal, u stóp Wezuwiusza słynne Pompeje oraz mniej znane a równie piękne Herculanum. Miasto spotkał podobny los jak Pompeje. Po wybuchu Wezuwiusza przykryte zostało 12 m warstwą błota wulkanicznego. Odkryto je przypadkiem w XVIII wieku podczas kopania studni. Na zwiedzanie ruin oraz małego muzeum z wykopanymi gadżetami trzeba przeznaczyć ok 1,5 h. Bilety bez problemu dostępne od ręki w kasie. Przed wejściem sprawdzano jednak Green Pass covidowy.

Tego dnia planowaliśmy też wyjście na Wezuwiusza pamiętając piękno Etny podczas naszej wyprawy na Sycylię w 2016. Do Parku Narodowego Vesuvio obowiązują bilety, których pula każdego dnia jest ograniczona i nie można ich kupić bez wcześniejszej rezerwacji. W tej sytuacji pocałowaliśmy… szlaban i wróciliśmy do Neapol.

heracleum
Herculanum – ruiny odkopane z wulkanicznego popiołu

WYBRZEŻE AMALFITYŃSKIE

Po kilkudniowym campingowaniu w okolicach Sorrento postanowiliśmy ruszyć w poprzek włoskiego buta w stronę wybrzeża Adriatyckiego i Półwyspu Gargano. Wybór padł na przejazd wzdłuż południowego brzegu półwyspu Amalfi. Wybrzeże amalfijskie uchodzi za najpiękniejsze w całych Włoszech a może nawet na świecie. Widoki rzeczywiście zapierają dech w piersiach, jednak ogromny ruch i brak miejsca do zatrzymania się wiele tego uroku odejmują. Oczywistym jest że do Włoch nie powinno się jechać w połowie sierpnia…. Zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby przejechanie tą drogą poza sezonem gdyż krajobrazowo na pewno plasuje się w czołówce dróg europejskich.

Positano, jedno z uroczych miasteczek na półwyspie Amalfi
To nie ustawka – prawdziwy kramik z owocami przy drodze SS163 wzdłuż wybrzeża
Wybrzeże Amalfityńskie w pełnej krasie

APULIA

W drodze na wschodnie wybrzeże nocleg wypadł nam w mieście Foggia, już w Apulii. Po zakwaterowaniu w apartamencie, gospodarz poradził nam wybrać się do centrum na plenerowy koncert włoskiej gwiazdy POP. Wcześniej na dużym głodzie postanowiliśmy zjeść coś lokalnego. Szczęśliwie Trafiliśmy na bardzo dobrą knajpę/sklep mięsny przy Via della Repubblica, 80,  gdzie palcem wskazywało się na świeże mięsne wyroby a kucharz rzucał je na grill. Małym problemem okazała się bariera językowa, gdyż obsługa znała jedynie włoski. Knajpa jednak godna polecenia.

PÓŁWYSEP GARGANO

Półwysep Gargano to jeden z najbardziej dzikich regionów Włoch, jakie odwiedzaliśmy. Poza miastami takimi jak Vieste jest zdecydowanie mniej turystyczny niż inne regiony nadmorskie. Poza wspaniałą przyrodą z licznymi lasami kasztanowymi, piaszczystymi plażami, skalistymi klifami znaleźć można tu średniowieczne miasteczka jak Monte Sant’ Angelo oraz słynne Sanktuarium Ojca Pio w San Giovanni Rotondo.

Gdy wjechaliśmy na Gargano mocno rzuciła się nam w oczy wspaniała, soczysta zieleń. Było to znaczącą odmiana w stosunku do krajobrazu interioru. Dominują tu liczne winnice, pola uprawne oraz wspaniałe lasy bukowe i kasztanowe. Można sądzić, że jesienią ich owoce byłyby równie smaczne jak „na Placu Pigalle”. Za stolicę Gargano uważana jest oczywiście urocza miejscowość Vieste. W sierpniu bywa nieco zatłoczona, jednak ze względu na pandemię w tym roku tłumy nie były nieznośne. Leżący tu  Park Narodowy Gargano obejmuje cały półwysep wraz z sąsiednimi wyspami Tremiti, Foresta Umbra – „mroczny las” w samym jego sercu oraz dwoma przybrzeżnymi jeziorami Lago di Lesina i Lago di Varano. Miejscem gdzie postanowiliśmy zatrzymać się na kilka dni był kameralny Camping Village Valle D’Oro, niedaleko miasteczka San Menaio. Sam kemping co prawda oddalony jest od wybrzeża o kilka km, ale za to jest kameralnie i cicho, a na plażę i tak jeździliśmy samochodem.

Plaże na Gargano
Pusta, nawet w sierpniu plaża Spiaggia Isola di Varano, na przesmyku między jeziorem Lago di Varano a Adriatykiem

Trabucci – dziwaczne konstrukcje nad brzegiem

Wzdłuż całego wybrzeża, można znaleźć niezbyt oblegane piaszczyste plaże ale także skaliste malownicze zatoczki z miejscami do nurkowania. Największą jednak atrakcję wybrzeża stanowią starożytne wieże strażnicze, latarnie morskie oraz Trabucci,  ogromne, stare drewniane konstrukcje zakotwiczone w skałach wystające ponad morze. Platformy te z systemem lin, sieci i wystających belek służyły (służą nadal) do połowu ryb. Można je spotkać w okolicach Vieste.

 

Trabucci
Trabucii, stara drewniana konstrukcja służąca do połowu ryb.
Wybrzeże Gargano
Wybrzeże charakterystyczne dla okolic Vieste

San Giovanni Rotondo

W interiorze natomiast czeka na nas niezwykła bazylika św Ojca Pio w San Giovanni Rotondo. Nowoczesny kościół został zaprojektowany i idealnie wkomponowany w otaczający krajobraz przez jednego z najsławniejszych współczesnych architektów – Renzo Piano. Przed sanktuarium znajduje się imponujący plac z 24 drzewami oliwnymi symbolizującymi 12 apostołów oraz 12 proroków, 40 metrowym krzyżem kamiennym oraz rzeźbami ptaków szykujących się do lotów. Inspiracją były chyba silny wiatr, który wiał tam za każdym razem gdy odwiedzaliśmy to miejsce.

Wnętrze Bazyliki św. ojca Pio
40 metrowy kamienny krzyż przed bazyliką
Plac z 24 drzewami oliwnymi zaprojektowany przed bazyliką autorstwa Renzo Piano

Kolejnym ważnym miejscem pielgrzymkowym jest Monte Sant’Angelo z najsłynniejszym  sanktuariów ku czci świętego Michała Archanioła. Według wierzeń w grocie ok 500 r. objawił się św. Michał archanioł i pomógł mieszkańcom pokonać wojska Cesarstwa Bizantyjskiego. w 2011 roku wpisany na listę UNESCO. W przestrzeni wieków  do tego miejsca wielu pielgrzymowało wielu świętych, papieży i znanych ludzi.

Wpisy pielgrzymów na ścianie groty św. Michała Archanioła
Gargano interior
Żeby dojechać do tych atrakcji trzeba przemierzyć kręte drogi wewnątrz półwyspu przecinając wspaniałe bukowe i kasztanowe lasy wraz z ich mieszkańcami.

 

 

Powrót do Neapolu

Po kilku dniach zwiedzania Gargano oraz eksplorowania morza postanowiliśmy ruszyć w drogę powrotną. Kolejnego dnia w Neapolu mieliśmy wsadzić do samolotu przyjaciółkę, która podróżowała z nami przez tydzień. I tu zdarzyła się rzecz nieoczekiwana. Na górskiej krętej drodze, stoczył się na nas samochód uszkadzając przód naszej fury, rozbijając lewy reflektor. Pierwszy raz za granica mieliśmy stłuczkę jednak po spisaniu kwitów zdarzenia i użyciu „kropelki” mogliśmy kontynuować podróż. Tak jak wcześniej wybraliśmy boczne drogi unikając autostrad. Zbierające się nad nami czarne chmury w kontekście rozbitego reflektora wzbudziły w nas minorowe nastroje. W takiej atmosferze dokulaliśmy się do Neapolu, gdzie mieliśmy zabukowany nocleg. Po wizycie na lotnisku ruszyliśmy na północ.

W planach było jeszcze zobaczenie Asyżu a dwudniowy postój i noclegi zaplanowaliśmy już w Umbrii, na campingu w niedalekiej okolicy Perugii nad jeziorem Lago Trasimeno.

Lago Trasimeno
Lago Trasimeno

Asyż

Asyż, miasto św. Franciszka zachwyca już z daleka. Pięknie położony na zboczu wzgórza widoczny jest z kilkunastu kilometrów. Przed starówką znajduje się kilka dobrze oznaczonych parkingów wielopoziomowych, więc nie ma problemu z pozostawieniem samochodu. Mie jest to tanie bo za kilka godzin postoju zapłaciliśmy prawie 10€, ale za to nikt nas nie zholował za postój w niedozwolonym miejscu. Mamy niestety doświadczenia w kwestii wykupu fury z policyjnego parkingu w Budapeszcie.

Piękne średniowieczne miasto to świetne miejsce by spędzić tu cały dzień, spacerując wąskimi uliczkami z fajnymi knajpkami co kawałek. Najważniejszym miejscem, celem pielgrzymek jest oczywiście Bazylika Św. Franciszka z imponującym placem. Otaczające podcienie dają szansę schować się przed sierpniowym słońcem i odpocząć w cieniu. Zaskoczeniem mimo wszystko był brak turystów i pustki! W Pamięci mamy obrazy z przed lat – kłębiące się tłumy przed wejściem do bazyliki i zatłoczony plac. Poza oczywistymi negatywami, podróżowanie podczas pandemii nabiera nowego wymiaru.

plac przed bazyliką św. Franciszka
plac przed bazyliką św. Franciszka w Asyżu
Asissi
Asyż

Po dwóch dniach ruszyliśmy w stronę Północną, omijając Florencję zatrzymaliśmy się na chwilę w Modenie. Skusił nas drogowskaz kierujący w stronę Muzeum Enzo Ferrari. Nowoczesny budynek mieści sporą ekspozycję ferrari ustawionych chronologicznie okraszoną multimedialnymi efektami. W głębi znajduje się jeszcze pomieszczenie z ekspozycją silników. Można naocznie przekonać się że kiedyś to robiono piękne samochody…. dbając nawet o wygląd części mechanicznych.

Pełni wrażeń motoryzacyjnych ruszyliśmy w stronę alpejskich szczytów, by po noclegu w fantastycznym pensjonacie BB Molina na szczycie góry, przekroczyć granicę austriacką. Dalej kierowaliśmy się na północ w stronę Osnabruck, gdzie czekał już nocleg. Droga przez Niemcy mimo dużych odległości upływa szybko a ze względu na terminy kierowaliśmy się w stronę granicy PL.

Drony we włoszech

https://www.d-flight.it/web-app/

Jedna myśl na temat “Samochodem do Włoch jak dojechać, wrócić i nie zbankrutować

  1. Trasa na południe Włoch jest nam już bardzo dobrze znana, jak każdy, jechaliśmy w tym kierunku 500 razy – aha….no chyba nie każdy

Dodaj komentarz