DN 7c Transfagarasan czyli rumuńska wersja Route 66

 

“Połączenie najlepszych zakrętów ze wszystkich torów wyścigowych świata które tworzą razem szara nitkę motoryzacyjnej perfekcji”. Tak o trasie Transfogaraskiej mówił Jeremy Clarkson gdy w swoich wypasionych furach wraz z Jamesem May’em i Richardem Hammondem przemierzali Fogarasze. Trudno się z tą opinią nie-zgodzić, Trasa jest zachwycająca i można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że to najpiękniejsza trasa górska w Europie.

Gdy kilka lat temu zobaczyliśmy zdjęcia Transfagarasan nie mogliśmy uwierzyć , że takie cudo znajduje się w posocjalistycznej części świata. Od razu trasa znalazła się na liście naszych podróżniczych celów. Ze względu na legendy o Caucescu oraz zamek Draculi drogę 7c porównuje się do słynnej amerykańskiej Route 66,

Tak zaczyna się słynna 7c od strony południowej
transfogarasan
DN 7c w pełnej krasie widziana z przełeczy nad jeziorem Balea Lac

W maju pojawiła się szansa wyjazdu do Ruminii, wiec oczywiście plan drogi obejmował przejazd przez Fogarasze. Rzeczywistość jednak zweryfikowała nasze plany i udało się jedynie podjechać do tamy na jeziorze Vidraru. Przy planowaniu zastanawiało mnie dlaczego googlemaps pokazuje, że trasa jest nieprzejezdna. Dopiero po głębszej lekturze zrozumiałem że to wysokie góry i droga może być nieprzejezdna zimą/wiosną. Był to powód by przyjechać w te strony ponownie.Dopiero podczas letniej podróżny po Bałkanach udało nam się w końcu (dwukrotnie) ją przejechać z północy na południe i z południa na północ (w drodze powrotnej).

Liczne dzikie parkingi pozwalające na postój i podziwianie krajobrazów

Trasa Transfogaraska

Transfagarasan przecina w poprzek południkowo biegnące Karpaty i ma długość ponad 90 km (ta właściwa) a na przełęczy przy jeziorze Balea Lac, biegnie na wysokości 2042 m n.p.m.. Dodatkowo po północnej stronie spod wodospadów Cabana Balea Lac poprowadzona jest kolejka linowa, którą można wyjechać na samą przełęcz. Przy samym jeziorze (takie nasze Morskie Oko) znajdują się tu dwa hotele/ schroniska, mogące być dobrą bazą wypadową w wysokie góry. Działają też w zimie, ale dostać się do nich można wtedy jedynie kolejką, gdyż droga zasypana jest kilkoma metrami śniegu,

Bardziej spektakularna wydaje się odcinek północny z pięknym widokiem na serpentyny wijące się w dolinie, jednak cześć południowa jest równie ciekawa. Dodatkowo znajduje się tu 160 m tama z pięknym jeziorem Vidraru. Na przejechanie całej trasy warto przeznaczyć minimum 4 godziny zakładając, że będziemy zatrzymywać się w najciekawszych miejscach. Dodatkowo trzeba liczyć się z utrudnieniami i czasowym zamykaniem szczytowych odcinków. Przed wyruszeniem koniecznie trzeba sprawdzić aktualności na stronie transfagarasan.

Przejazdu trasą Transfogaraską zdecydowanie warto unikać w weekendy i wszelkie dni wolne w Rumunii, gdyż wtedy zamiast delektowania się jazdą serpentynami i pięknymi okolicznościami przyrody będziemy irytować się jazdą w korku. Pomimo, że zaplanowaliśmy wszystko  na poniedziałek rano i pełni optymizmu pokonaliśmy pierwsze kilometry utknęliśmy w korku nie dojeżdżając nawet do dolnej stacji kolejki.  Okazało się , że kilka minut wcześniej osunęły się skały, droga jest zatarasowana a patrol saperski będzie wysadzał zawalisko. By jechać dalej trzeba poczekać kilka godzin. Byliśmy zdeterminowani, bo po wiosennym podejściu bardo chcieliśmy w końcu zobaczyć ten cud techniki drogowej. 

Po kilku godzinach przymusowego postoju dopiero późnym popołudniem ruszyliśmy dalej. Byliśmy na szczęście na samym początku kolejki, zaraz za stadami motocykli, które pognały do przodu. Bez problemu udało nam się oderwać od peletonu i w zasadzie mieliśmy Transfagarasan dla siebie.

Sześciogodzinny postój w oczekiwaniu na wysadzenie przez saperów skał tarasujących drogę

Dzikie tłumy zastały nas dopiero na przełęczy, gdzie wzdłuż drogi na straganach można kupić wszelakie chińskie badziewie ale też oryginalne (?) ludowe rękodzieło. Zdecydowaliśmy się nie zatrzymywać i od razu przejechać pod szczytem przez kilkusetmetrowy tunel od razu na południową stronę Karpat. Dalej serpentynami w dół doliny, w stronę słynnej tamy na jeziorze Vidraru. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że czeka nas tam niezwykła niespodzianka. Na leśnym parkingu przy drodze trafiliśmy na rodzinkę dzikich niedźwiedzi, czego śladem jest sesja fotograficzna, oczywiście przez zamknięte okna samochodu.

dzikie niedźwiedzie na parkingu leśnym niedaleko zapory Vidraru

 Przy samej tamie również należy spodziewać się tłumu turystów czego doświadczyliśmy, za każdym razem mijając to miejsce. Mimo wszystko krótki postój na spektakularne zdjęcia zapory jest konieczny.

Malownicza Tama Vidraru o wysokości ponad 150 m

Zadziwiające, że przejazd Transfoagarasan z północy na południe, z południa na północ, rano czy wieczorem dostarcza zupełnie nowych wrażeń!  Za każdym razem odkrywa się trasę na nowo i zdecydowanie dwa przejazdy nie sa naszymi ostatnimi. Zresztą kierunek bałkański wydaje się dobrą alternatywą podróżniczą.

Informacje praktyczne

Trasa zaczyna się na północy od skrzyżowania Dn 1 z DN 7c w miejscowości Cârțișoara i biegnie aż do Curtea de Argeș po południowej stronie Karpat. Przy skrzyżowaniu znajduje się stacja benzynowa, gdzie warto zatankować do pełna. Mimo, że droga ma niecałe 100 km, na stromych podjazdach i serpentynach można wypalić pół baku. Po drodze znajduje się wiele dzikich parkingów gdzie bez problemu można się zatrzymać na zdjęcia pięknych okoliczności przyrody. Z największych atrakcji wymienić trzeba po stronie północnej  wodospad Cascada Balea i dolna stacje kolejki, jezioro polodowcowe Balea Lac na przełęczy, a po stronie południowej Tama Vidraru  oraz zamek Poenari widoczny z drogi.

Aktualne informacje o Trasfagarasan

Balea Lac –  hotele/ schroniska

 

 

2 myśli na temat “DN 7c Transfagarasan czyli rumuńska wersja Route 66

  1. Takie cuda w Europie i to na dodatek w Rumunii. Coraz bardziej zaczynam się uświadamiać jak bardzo nie doceniałem tego kraju. Jest to kolejny wpis na temat tego kraju, a ja coraz bardziej zaczynam się fascynować tym krajem. Trzeba będzie się poważne zastanowić nad urlopem, oj trzeba będzie 🙂

    1. Też bardzo nas to zaskoczyło, że “takie coś” istnieje we wschodniej Europie. Gdy pierwszy raz zobaczyliśmy zdjęcia z Transfagarasan byliśmy przekonani, że to co najmniej Alpy. Na Bałkanach takich perełek jest więcej, Polecamy wpisy o Bułgarii na blogu.

Dodaj komentarz